wtorek, 18 listopada 2014

Noche de sexo

Minął kolejny zimny jesienny dzień, tak samo nudny jak inne z wyjątkiem biegania po Malcie i wygrzaniu tyłka na termach (  teraz dość ostro trenuje, ponieważ jak pracowałam w Night Clubie jako hostessa strasznie przytyłam) Tak to wyglądało marketing klubu nie był na najwyższym poziomie, ja siedziałam większość czasu jako hostessa, gdy tancerki musiały naginać na rurze, nawet jak siedział jeden 'frajerski' klient przy piwie (jak to się udało hostessą, żeby w ogóle wszedł) Właścicielem klubu w którym pracowałam był bogaty właściciel Pałacu w jednej z wiosek oddalonej 60km od Poznania. Tak się rozpisałam o mojej byłej pracy, że chyba dokończę tą notatkę o tym ów temacie.
Tak więc swoją karierę w night klubów zaczęłam od Polskiej sieciówki która ostatnimi czasy była bardzo sławna, była bo teraz zamiast różu jest niebieski - dobrze niebieski to mój ulubiony kolor ;)
Wiec jak poznałam mojego faceta, w którym się (niestety) zakochałam - niestety bo większą władze w związku ma ten co mniej kocha. Ale cóż stało się. Więc postanowiłam się zmienić i zrezygnować z kombinatorskiego, pasożytniczego trybu życia. Co było najprostszą i dobrze płatną pracą dla takiej dziewczyny jak ja? Wiadomo - Go Go ( chociaż zawsze mówiłam, że nie będę biegać po rynku jak debil w różowej spódniczce - tak było w Euro 2012) To jak od koleżanki usłyszałam ile te Gamonice zarabiają, od razu zasiliłam ich szeregi. Początki były doskonałe - 4 h pracy, cały dzień dla siebie, praca przeważnie 19-23, spoko dziewczyny, dobre pieniądze - żyć nie umieć. Tylko czasami jak się za dużo zarobiło to przesuwali termin przelewu - cóż korporacyjne myki. Później praca, zaczęła mi się nudzić i większość czasu przegadałam z kolegami z bramek rynkowych klubów. Zbyła już głęboka jesień a ja z promotorki chciałam koniecznie przenieść się na hostesse do środka. Wszystko się przeciągało, więc poszłam do innego klubu. Tam rozmowę przeprowadził niejaki Pan T który jak zobaczył moje piersi wymiaru D od razu mnie przyjął ochoczo. Tak to o to wkroczyłam do świata pruderii, alkoholu, gdzie pieniądze były gwarancją dobrej zabawy. Ten krok do środka bardzo dużo zmienił w moim życiu. Ale to co przeżyłam dużo mnie nauczyło. W sumie u mnie karma wraca bardzo szybko i spotykam ludzi, których życie jest dla mnie przestrogom.
Praca wewnątrz lokalu już nie była taka przyjemna pracowałam 8 godz czasami 9, byłam hostessą, selekcjonerką, pomywaczką, kelnerką i usilnie chcieli ze mnie zrobić tancerkę. Gdy już dusili mnie o to i szantażowali że mnie zwolnią odeszłam  tak o to mam teraz mnóstwo czasu na opisanie Wam tego wszystkiego. Jedno jest pewne, praca w go go daje spore pieniądze ale niszczy głowę, a niektórym rujnuje życie. Jak, przekonacie się jak będziecie na bieżąco sledzić wpisy.

Ciao.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz