poniedziałek, 1 czerwca 2015

Wartość

Znany profesor rozpoczął swój wykład dla 200-stu osób, trzymając w ręku stu dolarowy banknot.. Zapytał:
"Kto z was chciałby dostać ten banknot?"
Wszyscy podnieśli ręce... Wtedy powiedział:
"Dam go jednemu z was, ale pozwólcie, że najpierw zrobię to"... I zgniótł banknot w ręku. I znowu zapytał:
"Kto teraz chce ten banknot?"
Ręce nadal były podniesione...
Profesor dodał: "A jeśli zrobię tak..."
Rzucił pieniądz na ziemię, podeptał i zgniótł. Podniósł pieniądz, wygnieciony i brudny, i zapytał znowu:
"A teraz?... "Kto jeszcze chce te 100 dolarów?"
Ręce nadal były podniesione. Wtedy powiedział:
"Nieważne, co zrobię z tym banknotem, zawsze będziecie go chcieli, bo nie traci on swej wartości. To samo jest z nami...
Często w naszym życiu jesteśmy deptani, gnieceni, czujemy się kompletnie bez wartości... Ale to nieważne, bo nigdy nie tracimy naszej wartości. Brudni czy czyści, zgnieceni czy cali, wysocy czy niscy, grubi czy chudzi, to wszystko jest nieważne Nie wpływa to w żaden sposób na naszą wartość! Ceną naszego życia nie jest to jak wyglądamy, ale co zrobiliśmy i co wiemy!
A teraz pomyśl przez chwilę:
1 - Wymień 5 najbogatszych osób na świecie.
2 - Wymień 5
ostatnich zwyciężczyń konkursu Miss Świata.
3 - Wymień 5 osób, które w zeszłym roku
dostały nagrodę Nobla.
4 -Wymień 5 osób, które w ostatnich latach dostały Oscara jako najlepsi aktorzy/aktorki. .
I jak? Nie bardzo? Nie przejmuj się, nikt z nas dziś nie pamięta
wczorajszych zwycięzców. Brawa cichną! Nagrody przykrywa kurz!
Zwycięzcy są zapomniani! A teraz zrób tak :
1 - Wymień 3 nauczycieli, którym wiele do dziś zawdzięczasz
2 -Wymień 3 przyjaciół, którzy pomogli ci w trudnych chwilach.
3 -Pomyśl o osobach, które sprawiły, że poczułeś(aś) się kimś wyjątkowym.
4 -Wymień 5 osób, z którymi spędzasz
najwięcej czasu.
I jak? Prawda, że lepiej? Osoby, które mają znaczenie w naszym życiu, to nie ci najlepsi, najbogatsi, najmądrzejsi, zwycięzcy...
To ci, którzy o nas myślą, chcą naszego
dobra, pomagają nam, w taki czy inny sposób są obok nas.

środa, 29 kwietnia 2015

Wyscig do koryta

Tym razem kilka najbliższych notatek poświecę naszej cudownej polskiej polityce. Jak doskonale wiemy wszyscy od jakiegoś czasu trwa "wyścig świń do koryta" Generalnie nigdy nie interesowałam się polityka, ale przez to że mój "idealny facet" meczy mnie codziennie wszystkimi wiadomościami, #tvn24,  #tvnbiz to mimowolnie zaczęłam się zagłębiać w polska politykę. Słucham codziennie bełkotu kolejnego z kandydatów i nie wierze. Czy oni chodzą codziennie pijani, czy naćpani. Jeden wymądrza się przez drugiego i gada jakieś bzdury mijające się z prawda. Przodownikiem całego zamieszania jest nie kto inny jak Janusz Korwin-Mikke, którego do niedawno byłam fanka... no właśnie dopóki go nie posłucham. Prorosyjski przyszły prezydent.. hm.. kiepska oferta jego ekscelencjo Korwinie, kucha za kucha i chaotyczne wypowiedzi. Stwierdziłam, ze niestety on także nie dostanie mojego głosu.
Do niedawna moim faworytem był Komorowski, wydawała mi się najbardziej konkretny i reprezentacyjny. Ale za swojej kadencji trochę namieszał. Wyższy wiek emerytalny, wyższy podatek vat, do tego wieczne błędy ortograficzne i wpadka z Shogunem....ale mistrzostwem świata była jego wypowiedz na konferencji... " Leciałem helikopterem i widziałem nowe dachy..." załamałam się.
Najbardziej rozsądnym wyborem wydaje się Ogórek, choć jej nazwisko jest mało światowe, za to wygląd pozostaje bez zarzutu wkońcu "kto ma cycki ten ma władze" a ona by mogła potwierdzić tę regułe. To tak naprawdę "niemówiąca" przyszła Pani Prezydent wydaje się najmniej szkodliwa, baa i była by najładniejszym prezydentem na świecie. Aczkolwiek wydaje mi się, że jej szanse są dość małe. Ale cóż brawa za odwagę i determinacje w dążeniu do celu i łamania stereotypów.
O Dudzie nie wspomnę bo nie trawie PiSu i dla nie ten kadydat nie istnieje. Dobrze skomentował to wczoraj Kuba Wojewódzki " Duda wygląda tak jak by go kupili na allegro. Jak otworzy lodówkę to się przziębi. Jak pojedzie do Rosji to spadnie na niego meteoryt."  Nie wymaga to dalszego komentarza. 
Generalnie po wczorajszym programie Kuby, mój głos oddam na Kukiza. Wydaje się sensowny.
Choć będzie to cud jak przejdzie do drugiej tury.
Straszne jest to, że żyjemy w kraju gdzie musimy głosować na mniejsze zło. 
Dlatego mi osobiście podoba się polityka Rosji. Jest rządzona twardą ręką i są sukcesy. Uważam, że u nas powinien też być prezydent, który chwyci wszysko 'za ryj' i pociągnie nasz kraj do sukcesu.. Czy do czegoś takiego kiedyś dojdzie?
Szczerze wątpię. A n as młodych ludzi czeka przepracowanie 37 lat pracy  na umowę o prace i w nagrode emerytura w wysokości 1/5 naszej wypłaty. Może lepiej zostawić ten cyrk i wyjechać gdzie jest ciepło?

środa, 22 kwietnia 2015

Praca striptizerki

Dzisiaj ogladalam " #MiastoKobiet " na #TvnStyle jako osoba pracujaca w tej branzy od 3 lat, wiadomo nie jako tancerka. Raczej jako hostessa, selekcjonerka, promotorka a obecnie zrobilam k7rs na menadżera promocji. Ale wracajac do programu. Na kanapie obok Doroty Wellman zasiadły i dwie tancerki i tzn według nas osób pracujacych w Gogo "wiosło" Kolezka bywalec go go a przy tancereczkach cisnie i porownuje je do pączków ( oazdy klient do tyka paczka, a on nie chce byc tym go go zje czyli nie chce byc facetem tancerki) coz iekawa jestem jak ten Pan zachowuje sie w klubie i zapewne wtedy mu nie przeszkadza ze przed nim rozebrala się wcześniej 10 klientom. Do czego zmierzam zaskakuje mnie nasze polskie nie dojrzałe spoleczenstwo. Dla ktorego gogo to burdel, a tancerki to prostytutki. Mezczyzni czesto i gęsto odwiedzaja takie lokale zostawiajac grube pegi pieniędzy ale przeciez nie przyzna sie ze kozysta z lap dancu (taniec na kolanach klienta)
Dlaczego polskie społeczenstwo jest niedojrzałe? Po jadac na zachod dla tamtych społeczeństw to jest normalne i bawia die równie dobrze jak na dyskotece. Nasze spoleczenstwo nie potrafi zrozumiec tego ze praca w gog przynosi ogromne pieniądze, a przeciez zadna tancerka nie robi tego dla przyjemności.  Nie zastanowia sie ze ma na utrzymaniu 2 dzieci i np chorą matke, a praca w biedrace z 1200 zl nie starcza na oplacenie mieszkania a co dopiero na zycie....

sobota, 18 kwietnia 2015

Chciałam być osobą którą chciałabym spotkać na swojej drodze.

Długo mnie tu nie było. Tak długo że dziewczyny na Istagramie pisały do mnie kiedy coś nowego napisze. A tu lipszton brak weny.. aż do dziś. O 7:30 nad ranem.
Napisze Wam o kobietach które rzucają wszystko dla swoich facetów. Taką kobietą byłam też ja. W sumie zawsze oddawałam się w 101% swoim facetą, rzucałam moją pasje - jazde konną. Olewałam rodzine, przyjaciół niegdyś szkołe... Po czasie stwierdzałam że niespełniają moich oczekiwań  i zostawiałam ich...
Gdy poznałam mojego obecnego partnera, mówiąc przysłowiowo "myślałam, że złapałam boga za nogi" Rosły szatyn z poczuciem humoru i ogromnymi pokładami ciepła. Poznaliśmy się przypadkiem (przypadki są najlepsze- tak sądziłam) na imprezie #TranceXplosion na targach. Ja pijana z przyjaciółką i dwoma strongmanami (Pozdrawiamy #JanuszaKułaga) on ochrona przy Goldem vipie. Zwrócił mi tylko uwagę że mam ne schodzić z alkoholem na dół. A ja już olałam strongmana i zaczełam wodzić wzrokiem za nim, a on nie pozostawał dłużny. Jemu bakowało odwagi mi nie. Zeszłam na dół i zaczeliśmy rozmawiać...  nagle on mnie pocałował (dość namiętnie) a ja ochoczo odwzajemniłam ten pocałunek. Strongmen puscił focha i przed 3 uciekliśmy z imprezy. Ja oczywiście z nr ochroniarza. Zawsze wiedziałam że dj i bramkarze to najgorsza nacja mężczyzn, tylko wyłapują te biedne pijane dziewczyny. Aż tu nagle ja wpadłam w te sidła. Szczerze mówiąc myślałam że nie zadzwoni, a zadzwonił po 4 dniach w walentynki. Byl na nartach w Czechach. Wrócił pare dni później. Of cours że zaraz poleciałam do miejsca gdzie stał na bramce. I od tego czasu byłam tam częstym gościem. Siedziałam z nim do 9 (!) nad ranem. A on zaczal mnie przedstawiać jako swoją dziewczyne. Zaczeliśmy się spotykać on oczywiście jak to facet prężył się jaki jest fajny ile ma pieniędzy i super auta. Ale w jego przypadku pokochaam go za to jaki jest - ciepły, czuły wtedy tylko przy nim czułam się szczęśliwa. Ze ex modelki z przerostem nad treścią zrobił że mne całkiem spoko babke. Historia jak z filmu co nie?
Zaczęłam normalnie pracować (8h dziennie a nie tylko targi i sesje) Zapisałam się na mature, podeszłam do prawa jazdy zaczęłam być osobą którą sama chaiałam spotkać na swojej drodze.
Generalnie bardzo starałam się w n im nie zakochać, Ale serce nie sługa po 5 miesiącach latałam 3 metry nad niebem i szczerze, już nigdy się tak nie poczułam. Od tego momentu było tylko gorzej. Choć wszystko zaczelo się idealnie jak bajka to był jeden jak się dowiedziałam później mały ale tak naprawdę ogromny problem. Który ja "przecież taka dobra suka da rade"
Ten mały a jakże istotny problem zrujnował mi życie.
Ale ja stwierdziłam, że mimo iż mój facet jest po rozwodzie (ale nie chce już żon buu...) udowodnie mu że jestem doskonałym materiałem na żone....
Taaa i wtedy się zaczęło.
Znacie powiedzenie przez żołądek do serca... no właśnie. Generalnie wcześniej uciekałam od gotowania, pierwszym daniem jakie mu zaserwowałam to były mrożone talarki z rybą (obciach)
I w sumie mogłam mu serwować cały cza mrożonki gdyby nie mój ukryty talent kulinarny. Zaczęłąm ambitnie szukać przepisów i mu gotową od kotletów schabowych, po zrazy, przez chinszczyzne i owoce morza po wołowine po burgudzku (mistrzostwo świata - polecam!) Jak się okazało doskonale gotuje i mam dobrze rozwinięty zmysł smaku. A że gotowałam dużo (a już wtedy mieszkaliśmy razem) a on zjadł raz ze mną obiad dnia następnego i td.. już nie to ja musiałam zacząc zjadać to sama, przecież jedzenia się nie wyrzuca! Nie ukrywam było mi przykro, że spędzałam pare godz w kuchni, żeby zrobić dla niego coś pysznego, a on dnia drugiego to olewał.
Tak to o to w ciągu 2 lat waga skoczyła mi z 57 kg do 65...
Co do dzisiaj mam wypominane " że robie kult żarcia" no cóż lubie gotować, przykre jest to że nie jest to doceniane że 23letnia dziewczyna gotuje tak dobrze...
Nasze pierwsze mieszkanie, a raczej pokój wynajeliśmy od jego kolegi (po tym jak mama wyrzuciła mnie z domu bo nie mogła znieść tego związku) Wiadomo, że wybrałam " miłosc swojego życia a nie mame...
W tamtym mieszkaniu starałam się sprzątałam dbałam, a do pracy jezdziłam rowerem, żeby zgubić zbędne kg.
Mój facet jest dość specyficzny i lubi np 3kąty. Ja jestem bi. Oczywiście byłam o niego zazdrosna, ale stawiałam jego szczęście ponad moje (chciałam być kobietą jego marzeń, z którą zawsze będzie się dobrze bawił)
Nie wspominając o tym że jak uczyłam go  jeździć konno i spadł (krótko po tym jak zostaliśmy parom) to zajmowałam się nim najlepiej jak mogłam (był przykuty do łóżka przez tydzień i wyzwolił we mnie nie znane mi wcześniej pokłady empatii)
Bardzo starałam się być idealną kobietą ( nie stękałam, nie narzekałam, zawsze zadowolona, zawsze dobrze wygądająca nie zanałam słowa nie) Do tego stopnia że wracałam do domu nad ranem po pracy rowerem robiłam mu na dzień dobry laske i na dobranoc i w ogóle zawsze mi się wydawało że taka kobieta to ucieleśnienie męskich marzeń.Zrezygnowałam z koni, przyjaciół i byłam 24 h do dyspozycji. Nawet jak byłam w pracy wiecznie pisałam smsy, co skutkowało od czasu do czasu karą pieniężną. Byłam czułą kochającą, kobietą. Gdy wracał do domu przytulałam go mocno i rzucałam wszystkie obowiązki by być przy nim. Cały plan dnia układałam pod niego.
Jak się okazało mój trud nie zostawał wynagrodzony problem nie znikał. Ja popadałam w coraz większą depresje i zaczęłam rujnowąć swój długo wypracowany wizerunek. Przytyłam kolejne 5 kg, nie ćwiczyłam, przestałam się malować w domu, zaczęłam olewć prace co poskutkowało zwolnieniem. Zaczęłam mieć ataki paniki, niekontrolowanego płaczu i prosiłam go żeby nie zostawał mnie samej. A on zostawiał mnie z łzami w oczach...Na samą myśl o tym wszystkim znowu chce mi się płakać. Mój idealny świat zawalił się jak domek z kart.
Porównam to do maratonu. Za pierwszym razem jesteś pełen energii, zapału i nadziei nie przebiegasz, ale mówisz "następnym razem się uda"
Drugi raz nadzieja jest duża, ale zapał mniejszy wypadasz jeszcze gorzej. Zastanawiasz się czy podchodzić do tego 3 raz.
Trzeci raz nie przebiegasz nawet połowy tracisz nadzieje, energie i zapał i stwierdzasz że nie nadajesz się.Tak własnie miałam ja olałam wszystko. Siedziałam bezrobotna w domu i zajadałam smutki. Mój idealny mężczyzna już nie był taki idealny. Kosztował mnie mnóstwo łez, nie przespanych nocy, zdeptanych nadzieii. Jest to przykre jak wszystko w co wierzysz okazuje się mrzonką. A ja nie rozumiałam dlaczego.
Zrozumiałam, jak poznałam bliżej historie jego ex. Na nieszczęście była bardzo podobna do mnie. Tylko ona poświeciła więcej. Zrozumiałam, że nie jestem dla niego "miłością jego życia" Nie mam w sobie nic nadzwyczajnego. Trójkąty to już miałem, dobre jedzenie też, kobiete co się o m ie stara też, wiele wspaniałych chwil - to też już było.
Okazało się że ten związek był tylko dla mnie wyjątkowy. Dla mnie on był miością mojego życia, ja dla niego kolejnym romansem.
O ten związek walcze tylko ja.
Tak naprawdę on nigdy nie bał się że mnie straci. Zawsze twierdzi że za bardzo go kocham.
To okrutne. I mimo że wmawia mi że się myle. Jego czyny potwierdzają jego zdanie.
A więc drogie Panie nie zakochujcie się, znajdźcie faceta z pieniędzmi co uszczęśliwi Was. Lub kogoś kto zwariuje na Waszym punkcie....Nie pozwólcie się ponieść emocją

środa, 21 stycznia 2015

Jak stracić kobiete marzeń

Dlaczego chcę Wam opowiedzieć jak straciłem kobietę marzeń? Po to żebyście się mogli ze mnie pośmiać. Tylko bez litości, proszę. Literatem też nie jestem, więc wybaczcie brak patosu.

Każdy miał w życiu taki moment, kiedy mówił sobie 'Boże/ Allahu/ Jednorożcu daj mi kobietę, a zrobię wszystko aby była najszczęśliwszą osobą na świecie'. Kurwa, jakie było moje zdziwienie kiedy to Pan zesłał mi piękną niewiastę imieniem Zuzanna. Nie mogę powiedzieć, że to był ideał, bo nie był. Normalna, atrakcyjna i mądra kobieta. Taka do kochania, paplania o starości z wnukami i niedzielnych obiadkach u mamusi. Nie było niczego romantycznego w naszym poznaniu, nie było grzmotów z nieba, jej włosów nie rozwiewał wiatr w efekcie slow motion, nie uratowałem jej z rąk oprawcy, ani takie tam. Potrąciłem ją samochodem. Spieszyłem się, cofałem, ona jechała rowerem... Bum! i zderzak do wymiany (500zł!). Jej na szczęście nic się nie stało, a ja, jako godny reprezentant rasy męskiej, postanowiłem odkupić jej rower (950 zł!).

Kiedy podawałem ekspedientce kartę, w celu uregulowania rachunku, przeszedł mnie dziwny dreszcz zmieszany z kłuciem w przeponie. Najpierw myślałem, że to dlatego, że 950 zł wsadzam, jak to się mówi na śląsku ' kozie w dupę', jednak... Zrozumiałem, że zwyczajnie jestem głodny! Więc, niespecjalnie licząc na wyraz chęci, zabrałem Zuzannę na jedzenie. Poszliśmy w trójkę. Ja, ona i jebany rower, który ktoś ukradł spod knajpy, kiedy to moje serce zaczynało szybciej bić dla niej.

Siedziała przede mną mała gapa o niebieskich oczach, w grzywce zachodzącej na oczy, która uśmiechała się głupkowato opowiadając jakieś pierdoły. Jakież było moje zdziwienie kiedy uświadomiłem sobie, że jest w niej coś fajnego. Nie mówię tu tylko o cyckach, chociaż nie powiem, że fajnie dopełniały jej wygląd.

Pierwszy szok przeżyłem wieczorem tego samego dnia. Była to mieszanka piwa, żalu po skradzionym rowerze, obraz jej sukienki i twarzy. W celu rozładowania napięcia postanowiłem włączyć sobie film z kategorii sensual porn. Kurwa, no nikt mi nie powie, że ogląda to po to, żeby poszukać aspiracji do wystroju wnętrz. Nie wiem jak wy, ale ja to wyobrażam sobie pannę na filmiku jakoby mnie dosiadała. I tu przeżyłem drugi szok - te wszystkie gwiazdki nagle miały brzydkie, obleśne mordy. Ani mi, ani Trollowi, bo tak nazywam moje serce i rozum te panny nie przypadły do gustu. Wtedy zrozumiałem, że wyobrażać sobie, a posiadać to zajebista różnica. I wstyd mi jak chuj, ale Zuzię chciałem posiadać. Na początku tylko jednorazowo. Zadzwoniłem żeby zaprosić ją na przysłowiowego drinka. Gadaliśmy dobre trzy godziny przez telefon. Od planów na przyszłość, przez to jakie przyjebane jest pranie w rękach, po ulubione kolory i alergie. No istne pierdolenie. Słuchałem o jej uczuleniu na mleko i śliwki, a Trollowi bardzo podobały się przekazywane przez nią informacje. Spotkaliśmy się następnego dnia.

Przez 9 miesięcy zachwycało mnie jej nieidealne ciało, sterczący tyłek i asymetryczne cycki. Oszalałem, ona zresztą też. Kurwa, no było cudownie. Na prawdę w pewnym momencie czułem, że dostałem to czego mi w życiu szczerze brakowało. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Myślałem o niej nieustannie. Przynosiłem małe bukieciki polnych kwiatów (do 10 zł i nie droższe) kupowane od jakiś babć co to rozsiadają się na chodnikach jakby były ich własnością. Dotykałem jej włosów, całowałem nos, drapałem po brzuchu i plecach, nosiłem na rękach, przygotowywałem kolacje niespodzianki i relaksacyjne kąpiele. Zapomniałem jeszcze o wielogodzinnym łażeniu po sklepach i masowaniu jej wśród świec. Zuza nigdy nie była panną, która czegoś wymagała. Zawsze cieszyło ją wspólne spędzanie czasu razem, po prostu. Była dobra i kochana. Gotowała mi i prała moje jebiące skarpety, tak, że pachniały kwiatuszkami. Do tego łóżko. Jak to się mówi - miała temperament i potencjał, który doprowadzał mnie do szaleństwa.

któregoś dnia pojechałem do mamy po gołąbki, wtedy miał miejsce kluczowy moment w moim życiu. Doszedłem do wniosku, że ta kobieta będzie matką moich dzieci. Powiedziałem jej o tym jak tylko wróciłem do domu. Kurwa, nigdy nie widziałem tak szczęśliwej kobiety. Stała przy garach w jakiejś pogniecionej koszulce i moich bokserkach, z ziemniakiem w ręku i płakała wzruszona. O rzesz kurwa ile wtedy padło pięknych słów! Czułem się na prawdę szczęśliwy i zajebisty do granic możliwości. Moi kumple mieli przygodne panny, a obok mnie śpi kobieta z którą chcę być do końca życia. Wszyscy którzy idą przez życie z kobietami marzeń wiedzą o czym mówię, i nie ma w tym żadnego pierdolenia. Ci, którzy jeszcze nie doświadczyli tego uczucia, mają ten zajebisty moment przed sobą. Dobrze zapamiętajcie tą chwilę, ponieważ TAKIE COŚ czuje się tylko jeden jedyny kurwa raz w życiu. Normalnie eldorado, orgazm, milion w totka i takie tam inne. A jeszcze jak kobieta chce tego samego. No w dzisiejszych czasach trzeba to docenić i zrobić wszystko żeby nie odjebało.

Bo właśnie mi odjebało. Nie wiem kurwa co ja sobie myślałem, ale jakoś wydawało mi się, że skoro już wszystko ustaliliśmy, w sensie, że mamy wybrane imiona dla dzieci, meble do kuchni i wiemy, że chcemy być ze sobą do końca świata, to wszystko jest zajebiście. Tylko, że nagle panny z pornoli już nie miały obleśnych mord, nieidealne ciało stało się po prostu ciałem, babcie w chustkach okupujące krawężniki były babciami w chustach okupującymi krawężniki. Kąpiele zamieniłem na szybkie prysznice, a spacery na siedzenie przed telewizorem. Gdzieś się kurwa pochowały namiętności, skoro pralka znów spełniała w domu tylko funkcję pralki, a program wirowania miał za zadanie dobrze odwirować moje gacie.

I tu kurwa muszę przyznać się do tego jakimi drętwym fiutem byłem, bo Zuza nie odpuszczała. Ona przejęła moją funkcję rozpieszczyciela. To ona gotowała pyszne obiadki, smaczne kolacyjki, przechadzała się w majtkach od rana do wieczora, całowała, głaskała, no kurwa odpowiedzialny, zakochany facet tylko z cyckami. Zaczęły się kłótnie, płacz, awantury i trzaskanie drzwiami. Ja mówiłem, że ona mnie nie słucha, ona, że nic do mnie nie dociera. Kłóciliśmy się, godziliśmy i tak kurwa 16 razy. 16 jebanych razy mnie zostawiła i 16 razy do mnie wracała. Ja obiecywałem, a i tak jakoś mi się nie chciało. Wiedziałem, że i tak wróci. Nie musiałem jej rozumieć, bo miałem pewność, że tak będzie.

Pewnego kurwa pięknego dnia, Zuza też przestała się starać. To było równy rok temu. Wróciłem do domu, siedziała na kanapie, spakowana w walizki z doniczką z kasztankiem na kolanach. Kasztanek to była maksymalnie przedszkolna sytuacja, a teraz to moje najmilsze wspomnienie po związku. Założyliśmy się kiedyś, że ona wyhoduje drzewo z owoca kasztana, ona będzie o nie dbała, a ja je zasadzę jak Zuza urodzi mi syna. Kasztanek rósł sobie w kuchni na parapecie i jako jedyny nie dawał za wygraną.

Spojrzała na mnie tymi swoimi zapłakanymi ślipiami i powiedziała, że jej też już jest wszystko jedno.

Przyznam, że nie byłem na to przygotowany. Lubiłem te nasze kłótnie i późniejsze godzenie się, lubiłem ją zapłakaną i taką kurwa bezbronną.

Po Zuzie ratowałem się jakimiś kobietami, ale to były tylko kolejne kamienie, które za każdym razem dowiązywałem sobie do nogi. Nagle kurwa znów jej ciało było nieidealnym, ale najlepszym na świecie, tańce w moich majtkach w kuchni najseksowniejszymi ruchami na świecie, a drugiej takiej grzywki wpadającej w oczy nie ma żadna kobieta.

Od roku tęsknię za nią codziennie. Od 11.06.br ze zdwojoną siłą, ponieważ właśnie tego dnia dowiedziałem się od swojej matki, że Zuza wyszła za mąż.

Dbajcie o swoje kobiety. Nigdy nie myślcie, że zdobyliście je w całości i na zawsze. Nie ma 'na zawsze'. Każdego dnia jest na dziś.

piątek, 9 stycznia 2015

Ten list jest skierowany do wszystkich ludzi. Rozwiedziona matka napisała go do macochy swojej córki. Każdy, kto to przeczyta będzie wiedział dlaczego warto go udostępnić. 


Do macochy mojej córki, 


Chciałabym, abyś nigdy nie pojawiła się w moim życiu. Mój plan był zupełnie inny. Moja rodzina miała składać się ze mnie, z mojego męża i naszych dzieci… bez Ciebie. Myślę, że Ty także nie chciałaś, abym pojawiła się w Twoim życiu i żebyś musiała wychowywać czyjeś dziecko, ale kiedy moja rodzina rozpadła się, wiedziałam, że pewnego dnia po prostu się pojawisz. Miałam nadzieję, że będziesz niemiła i okropna i że moja córka nigdy Cię nie zaakceptuje. Jednak jej tata był zadowolony z drugiego wyboru. Złe myśli krążyły w mojej głowie, bo nie chciałam dopuścić do siebie świadomości, że jakaś obca kobieta będzie wychowywać moją córkę. I wtedy pojawiłaś się Ty. Powinnaś być brzydka i odpychająca, niestety prawda była zupełnie inna. Byłaś śliczna. Powinnaś być starą wiedźmą, ale nią nie byłaś. Byłaś bardzo piękną, młodą kobietą. Widziałam na Twojej twarzy niepokój i strach, gdy musiałaś mnie poznać. Dzięki temu było mi znacznie łatwiej. Od samego początku zaakceptowałaś „naszą” córkę. Pokochałaś bezwarunkową ją i jej tatę. To był wielki dar dla nas wszystkich. Umiałaś stworzyć doskonałą relację między nią, a jej ojcem. To wielka sztuka, której potrafią dokonać tylko odważne i mądre kobiety. Moja córka potrzebuje cały czas mamy, a Ty to zadanie wykonujesz absolutnie cudownie. Tak się cieszę, że każdą decyzję, którą chcesz podjąć w sprawie moje córki, konsultujesz ze mną. Wiem, że ta sytuacja nie jest czymś normalnym. Niezbyt często zdarza się, że matka i macocha piszą do siebie i mają do siebie szacunek i sympatię. Ty jesteś dla mnie darem. Jesteś dla mojej córki także matką. Niezależnie czy jesteś sama z nią czy jestem to ja. Gdy jest podekscytowana chce się z Tobą tym podzielić – nie mam nic przeciwko. Moje serce cieszy się, że macie tak wspaniały kontakt. Jestem świadoma tego, co to znaczy, gdy macocha nie jest w stanie zaakceptować swojego nowego dziecka. Dlatego tak bardzo jestem szczęśliwa, że my jesteśmy w stanie wznieść się ponad to wszystko i wspólnie dbać o dobro „naszej” córki. Dziękuję, że jesteś tak dojrzała i masz do mnie tyle szacunku. Kochana, jesteś rzadkim i pięknym kamieniem. Niech Cię Bóg błogosławi. Kocham Cię.

Czytaj dalej na: http://www.popularnie.pl/list-do-macochy/